Wycinanki. Pod palcami…

…przesuwał się brokatowy kształt.
Czuła jego lekko chłodne skurcze i nie mogła uwierzyć, że nie jest oślizły i lepki. Powoli wsunął się pod thoab. Gdy zniknął, zaczęła zastanawiać się, czy naprawdę tu był. Wgłębienia na piasku szybko się wyrównywały…
Nie znała tego języka. I nawet nie czuła potrzeby, by go poznać. Wyłowione słowa samym brzmieniem przenosiły w krainę tysiąca i jednej nocy. Gardłowo zrytmizowane frazy przywodziły na myśl przepych seraju…
Ogień zawsze kojarzył się z misterium czasu, kosmicznym Jormungandem. Cofał do prapoczątku, oddzierał od cywilizacji. Zwabione blaskiem, łopocące wokół motyle ciemności napawały strachem, jednocześnie kusząc podróżą w świat nieznany, a jedynie przeczuwany pamięcią przodków…
Mroźny powiew, przychodzący spoza barbarzyńskiego elizjum, osiadał piaskiem na powiekach, szemrał ostrymi drobinkami i spływał słono w kąciki ust. Roztarty czubkiem języka – trzeszczał nieprzyjemnie…