figielek

w błękitnym domu okno błękitne
za oknem róża błękitna kwitnie
błękitny motyl drży na firance
napar w błękitnej lśni filiżance
i stół błękitny krzesła i półki
w gnieździe błękitne kwilą jaskółki
błękitne szyby lampy i łóżka
błękitne kołdry i puch w poduszkach
kocur błękitny pod szafą mruczy
na gwoździu para błękitnych kluczy
błękitny ganek tonie w jeżynach
kamień błękitną drzemkę zaczyna
błękitny płotek mostek i drzewa
dym supły wiąże w błękitnych krzewach
wiatr z łóz błękitne krople wytrząsa
płyną mgieł pasma w błękitnych pląsach
nadbiega z dali błękitna ścieżka
w błękitnym domku staruszka mieszka
każdego ranka przędzie chmur strzępki
i błękit nieba zwija na kłębki

pieśń o poecie

taką pieśń o poecie zmęczonym
zmyślił śpiewak milczący od wieków
w zapomnianą melodię wplecionych
kilka słów o złamanym człowieku

był raz sobie znękany poeta
co frasunki w nadzieję przemieniał
i na marach jak inni na wiecach
otuchę lał w świat bez znaczenia
warzył szczęście w ustronnych zakątkach
w labiryntach bez ludzi i słońca
szukał końca wciąż od początku
choć początku nie znalazł do końca

rwał się trop opowieści co chwila
ciągu brak to odpychał to nęcił
śpiewak głowę wstydliwie pochylał
jakby myśl czczą wyrzucał z pamięci

zwał go bardem ten tłumek krzykaczy
co na drobne rozmienił sumienia
bard tkał życie nie umiał inaczej
i wieszczył ot tak od niechcenia
nowy sens starych snów dla porządku
przypisywał sloganom znaczącym
szukał końca wciąż od początku
choć początku nie znalazł do końca

taką pieśń o człowieku znużonym
zmilczał śpiewak goniący po świecie
w roztrwonione wspomnienie wplecionych
kilka słów o zmęczonym poecie

kołysanka

po cichutku po cichutku...

sypie śnieg jak w ruskiej baśni
sople dzwonią przy końskiej uprzęży
a ty zaśnij maleńki zaśnij
niech sny ci rozświetla dobry księżyc

po cichutku powolutku
żeby nie obudzić smutków
powolutku pomalutku

trzepią srebrzyście niebieskie poduchy
aniołowie w dzieciństwie wezwani
szepcą maleńki sekrety do ucha
aniołowie w dzieciństwie spotkani

po cichutku powolutku
żeby nie obudzić smutku
powolutku pomalutku

sypie śnieg jak w ruskiej baśni
szklany kielich na szybie zamarza
a ty zaśnij maleńki zaśnij
niech sny ci rozświetla dobra gwiazda

po cichutku po cichutku…

Witam.

Za dwa dni Wigilia. Ta Wigilia. Poprzedzająca Boże Narodzenie. Tak ważna w naszej kulturze, że pisana wielką literą…
Czas pojednania i odruchów życzliwości…
Za oknem biało i mglisto.
W domu pachnie już Świętami.
Życzę więc wszystkim, by te dni obfitowały samymi radosnymi chwilami, by ich niezwykła atmosfera pozostała jeszcze długo, długo…
By starczyło jej do następnych Świąt…

Pozdrawiam:)

Lena

bliscy

otarła kroplę
stworzoną na obraz
pachniało mydłem szarym
gencjaną morfiną koprą
a przyszedł mówił
i święcił zakamarki

jesteś znów najpiękniejsza
wśród rozlanej ciszy
nie szepcesz wydarta
po co krzyk
między pąki kwiaty
jęk gorzko migdałowy
i już
niedosycenie

nie umiem tych słów
co uczyłaś
niby znam a nie tańczą
trzeszczą strachliwie
niby znam sama mówię
trochę

…rocznica

gdy odchodzisz
w świat przypomnienia
pustych garnków zardzewiałych myśli
ja wciąż tkwię na swoim miejscu
hermetyczna nieskruszona
poszłabym za Tobą
ale nie mam czasu
między pozą a przystosowaniem
poszłabym za Tobą
ale nie mam ochoty
wśród zakamarków zwyczajnego życia
poszłabym za Tobą
ale kiedyś w tygodniach rozpaczy
obok ledwie znaczącego
poszłabym za Tobą
ale mnie nie zapraszasz
między skrawki nieistnienia

nie zrozumiałam
że to ostatni posiłek
a potem nie przeczułam
że się żegnasz
poprosiłabym
zostań
czy to by coś zmieniło

miłość

a piękna jestem jak soli ziarnko
co się niebieści na kromce chleba
i jeszcze mocna jak kielich starki
co to go haustem wypić trzeba

a mądra jestem jak łan lazuru
co się wylewa na firmament
a jeszcze cicha jak gęsie pióro
co to zanurza się w atrament

a dobra jestem jak ziemi skrawek
co się błękitem z niebem mierzy
i jeszcze tkliwa jak anioł prawie
co to się śni gdy tak należy

a zwykła jestem jak świat dokoła
co się spod stóp wymyka nagle
ja jestem zwykła smutna wesoła
a może tylko utkana z pragnień

praciotka

uwielbiam stare filmy i młodych chłopców
to stwierdzenie nie zszokowało mnie
tak jak powinno
święte oburzenie napuszonych matron
tych rozdętych pruderią
tych wyschniętych z zawiści
wcale nie było takie święte
ogarnięte niezdrowym rumieńcem
same chętnie łypały
na jędrne pośladki
a ona mrużyła szelmowsko oko
i trzęsła się ze śmiechu
klepiąc po ręce prawnuczkę