pani czarodziejka

w naszym mieście jest uliczka
przy ulicy kamieniczka
w kamieniczce obok skwerka
mieszka pani czarodziejka

niepozorna drobna wiotka
bieluteńka jak stokrotka
w jasnej sukni i płaszczyku
często w sennym parku znika

na ławeczce pod świerkami
lubi siadać wieczorami
i na księżyc sobie zerka
piękna pani czarodziejka

drobną dłonią drzewa głaszcze
wiosną mruga do przylaszczek
a jesienią słowa splata
wiersze tka z babiego lata

srebrne pasma z czoła zgarnia
sny rozwiesza na latarniach
gwiazdy zbiera do kuferka
miła pani czarodziejka

niby zwykła starsza pani
pachnie miętą i różami
gdy w uśmiechu twarz rozjaśni
milkną dookoła waśnie

kot zamiera w cichym skoku
mysz płochliwa zwalnia kroku
a wśród liści wróbel ćwierka
nasza pani czarodziejka

wigilia


na uświerkłej gałązce
zakwita róża
marmurowa biała cud
chwojnego czasu
wychuchana uśmiechem
rumieni się
spomiędzy igieł naiwnych

Witam:)

Kolejne Boże Narodzenie przed nami.
Chyba najważniejsze w tym nienajłatwiejszym czasie są zdrowie, spokój i pogoda ducha. A także miłość i wsparcie Najbliższych.
I tego właśnie Wam i sobie życzę.

Lena


pukam

bo dzwonić jakoś nie wypada
domofon
ten tłumik słodkiej spontaniczności
na szczęście nie działa pukam więc
na chrobot
odszeleszczam porozumiewawczo
łańcuch
kto dziś używa
uchyla się
dyktowana płaszczyzna godnie
i już na
niespodzianie sosnowej zostawiam
plamy niezręczne poznajcie się
to jest
samowar nieelektryczny

wspomnienie

to była pora szumiących klonów
krótkich dni i długich nocy
złoty liść siadł na jej dłoni
bursztynowy jesienny motyl
tak ją wypatrzył w bezbarwnej ciszy
w szarym tle nijakich ludzi
biegła aleją złotych liści
jakby drzewa chciała obudzić
pod parasolem w deszczu pogoni
skryła twarz przymknęła oczy
złoty liść siadł na jej dłoni
bursztynowy jesienny motyl

figielek

w błękitnym domu okno błękitne
za oknem róża błękitna kwitnie
błękitny motyl drży na firance
napar w błękitnej lśni filiżance
i stół błękitny krzesła i półki
w gnieździe błękitne kwilą jaskółki
błękitne szyby lampy i łóżka
błękitne kołdry i puch w poduszkach
kocur błękitny pod szafą mruczy
na gwoździu para błękitnych kluczy
błękitny ganek tonie w jeżynach
kamień błękitną drzemkę zaczyna
błękitny płotek mostek i drzewa
dym supły wiąże w błękitnych krzewach
wiatr z łóz błękitne krople wytrząsa
płyną mgieł pasma w błękitnych pląsach
nadbiega z dali błękitna ścieżka
w błękitnym domku staruszka mieszka
każdego ranka przędzie chmur strzępki
i błękit nieba zwija na kłębki

pieśń o poecie

taką pieśń o poecie zmęczonym
zmyślił śpiewak milczący od wieków
w zapomnianą melodię wplecionych
kilka słów o złamanym człowieku

był raz sobie znękany poeta
co frasunki w nadzieję przemieniał
i na marach jak inni na wiecach
otuchę lał w świat bez znaczenia
warzył szczęście w ustronnych zakątkach
w labiryntach bez ludzi i słońca
szukał końca wciąż od początku
choć początku nie znalazł do końca

rwał się trop opowieści co chwila
ciągu brak to odpychał to nęcił
śpiewak głowę wstydliwie pochylał
jakby myśl czczą wyrzucał z pamięci

zwał go bardem ten tłumek krzykaczy
co na drobne rozmienił sumienia
bard tkał życie nie umiał inaczej
i wieszczył ot tak od niechcenia
nowy sens starych snów dla porządku
przypisywał sloganom znaczącym
szukał końca wciąż od początku
choć początku nie znalazł do końca

taką pieśń o człowieku znużonym
zmilczał śpiewak goniący po świecie
w roztrwonione wspomnienie wplecionych
kilka słów o zmęczonym poecie

kołysanka

po cichutku po cichutku...

sypie śnieg jak w ruskiej baśni
sople dzwonią przy końskiej uprzęży
a ty zaśnij maleńki zaśnij
niech sny ci rozświetla dobry księżyc

po cichutku powolutku
żeby nie obudzić smutków
powolutku pomalutku

trzepią srebrzyście niebieskie poduchy
aniołowie w dzieciństwie wezwani
szepcą maleńki sekrety do ucha
aniołowie w dzieciństwie spotkani

po cichutku powolutku
żeby nie obudzić smutku
powolutku pomalutku

sypie śnieg jak w ruskiej baśni
szklany kielich na szybie zamarza
a ty zaśnij maleńki zaśnij
niech sny ci rozświetla dobra gwiazda

po cichutku po cichutku…

Witam.

Za dwa dni Wigilia. Ta Wigilia. Poprzedzająca Boże Narodzenie. Tak ważna w naszej kulturze, że pisana wielką literą…
Czas pojednania i odruchów życzliwości…
Za oknem biało i mglisto.
W domu pachnie już Świętami.
Życzę więc wszystkim, by te dni obfitowały samymi radosnymi chwilami, by ich niezwykła atmosfera pozostała jeszcze długo, długo…
By starczyło jej do następnych Świąt…

Pozdrawiam:)

Lena