noc

tak trzecia jak wczoraj
przebrzydła
godzina
nie tęsknię nie piszesz nie tęsknię
u sąsiada za ścianą dudni prysznic
znowu pewnie na czwartą ma do roboty
w rurach wyje
nikt nie zakręcił kranu woda kapie
a czwarta no popatrz
zleciało
szybciutko
nie marzę nie piszesz nie marzę
pierwszy empek zapiszczał hamulcami
czy ostatni a zresztą diabli tam wiedzą
pijacki kurs
tak to się przecież chyba wciąż nazywa
och piąta tak szybko
zegary
nie biją
nie proszę nie piszesz nie proszę
szura miotła po suchym trotuarze
tamten człowiek codziennie robi to samo
trzeszczy asfalt
siwe wroniska okupują chodnik
już szósta wciąż nie śpię
ty jesteś
daleko
nie czekam nie piszesz nie czekam
przy kościele dzwon ranną mszę obwieszcza
ludzie drepcą w pokorze na co im przyszło
drga powietrze
latarnie bledną ku czci zbudzonego
o siódma dzień wstaje
już styczeń
niestety
nie myślę nie piszesz nie myślę
i sypnęło śnieg pierwszy raz w tym roku
iskrzy póki nie spłynie między szczeliny
i znów breja
w odcieniu lodów brudno-kakaowych
już ósma jak jasno
ty idziesz
nie do mnie
nie tęsknię nie piszesz nie tęsknię
jeszcze jedna koszmarna noc strwoniona
rozmieniamy na drobne czas życie siebie
albo innych
przysypywani stertą bibelotów

a co jeśli

na włosach zima
a w sercu wiosna
śnieguliczkami ćwierka
w krtani skurcz
a po łuku wenus
poziomkowo turla się świt
u ramion skrzyp
a na języku wypukłość
chropawa kręgosłupa faluje
od ud wiotkość
a na wargach skóry woń
damarą przesiąkniętej drży
u stóp bossa nova
a między opuszkami fuga
smyrga żelaziście posrebrzona

listy

z drogi

smutne miasteczka
gdzie płoną tylko latarnie
podwórka czarne domy
samotny blok bez błysku nadziei
jadę
noc
tak daleko od domu
kiedy
przytulę pogłaskam zdejmę buty
smutne miasteczka
gdzie
błyszczą tylko neony

dzień czwarty

kłują pięknem gwiazdy obce
powietrze pachnie nie nami
wiatr nuci nieznaną kołysankę
noc przecieka przez palce
woda ma smak tęsknoty

dzień jedenasty

pytasz
tak
pięknie
tu jest
zielono kwietnie
ptaki drzewa oddech noc mrozi
trzmiele krzewy uśmiech dzień topi
pytasz
tak
strasznie
tu jest
samej

dzień piętnasty

jestem zmęczona nie mogę spać
zaraz północ
ludzie którzy nie wiedzą co to Wielkanoc
przewracają się w swoich łóżkach
jeszcze
osiemset szesnaście godzin
siedem sześć minut
każdego dnia
słucham oceniam krzepię
jestem zmęczona
napisałam kilka zdań
zaledwie
czuję niemoc
wiem nadejdzie
przeżycia uczucia wnioski
wyleją się ze mnie
ale
jeszcze nie teraz
niewidzialne palce szarpią krtań
nie dzielę się jajkiem
nie oblewam wodą
bo
nie mam z kim

dzień trzydziesty

są jak sasanki
w ich prawdziwy świat
wtargnie
od czasu do czasu
nierzeczywistość
gazet komórek samochodów
zawiruje muśnie uleci
i znowu
mogą unieść
srebrne twarze ku słońcu
gnuśnie

dzień trzydziesty siódmy

burza w kielichu
po spienionych falach
przetacza się brud
sasanki
rozpłaszczone w trawie
zdeptane ciężkim butem
to będzie zły długi czas

z drogi

kolejne miasteczko
gdzie
błyszczą tylko neony
samotny blok z kwadratem światła
domy czarne podwórka
noc
wracam
za kilka godzin będę w domu
przytulę pogłaskam zdejmę buty
kolejne miasteczko
gdzie
płoną tylko latarnie