Blaszane…

…parapety miały kwaskowaty zapach.
Lubiłam, kiedy odbijały się w szybach i strzępiasto-wapienną strukturą wabiły burzę…

…deszcz… siąp… chlapota…
Skulona pod pledem, siedziałam na werandzie i co chwila rozmazywałam po kartce krople wody. Rozduszałam je i patrzyłam, gdy wsiąkały w chusteczkę o zapachu mandarynek.

…matowy podokiennik szemrał welurowo.
Rzeźbił w szybach ścieżki błyskotliwych myśli. Czułam, że muszą takie być, ale za nic nie potrafiłam złamać kodu. Przede mną pachniała obłokami matrixowa ściana deszczu, gmatwając okienny szyfr…

…atrament anektował krople.
Drgały granatem i rozlewały się, niwecząc sens zapisanych fraz…

deszczowy poranek

Nigdy nie…

…lubiłam latać.
Pęd darł świat na paski. Wgryzały się ząbkowanymi krawędziami, matowiąc taflę. Przywierały do kadłuba wonią zgrzytów i hurgotów…
Lęk gmatwał kolory. Labirynty rdzawych tasiemek oplątywały szkło…

…zamykałam oczy i układałam drgania jak kostki domina.
Upadały od nieostrożnych westchnień i musiałam zaczynać od początku. Wciąż i wciąż. Klekot plastiku wbijał się trzpieniem w lewą skroń…

…po wewnętrznej stronie powiek wykwitała melodia…

 
nigdy nie...

W zapomnianym…

…skrawku dzieciństwa próbowałam odnaleźć harmonię. Szpalery czułych spojrzeń skutecznie odgradzały mnie od rzeczywistości. Chciałam złapać żwawy strumyk z fontanny i schronić go w dłoniach. Chwytałam drobne krople i zaciskałam palce, by nie przeciekły…

…oswojone kontury muskały obłością. Wędrowałam od pieszczoty do pieszczoty wczepiona w przestrzeń między obojczykiem a kolanem. Zagarnięta aksamitem tkliwych ramion poddawałam się przyjaznemu łaskotaniu promyków…

…pragnęłam powrócić tam choć raz jeszcze. Odtworzyć miękkość słońca i sypkość wiatru. Dać się porwać bezpiecznym świergotom. Wtulić twarz w ciepłe tętno pulsującej szyi. Zaszyć w barwność gestów i szeptów…

…w wirze wykoślawionych niepamięcią melodii poszukiwałam wejścia do tamtego domu. Przedzierałam się przez plątaninę przeczuć, drepcąc po niewidocznych śladach. Zmęczona bezsensowną bieganiną po niebyłym, przysiadłam na progu już nieistniejącego. Poddałam się sennemu kiwaniu…

…na skraju zwątpienia uchyliło się okno…

pianino

Czerń…

…to takie eleganckie tworzywo.

Można ją…
…łamać, wyginać. Robić węzły. Nawijać na kłębki.

…rozszczepić na pasma i patrzeć, jak układa się w wachlarze.

…wrzucić do garnka i czekać, aż skropli się na uniesionej pokrywce.

…rozsmarować na kromce chleba albo pokroić w kosteczkę.

Można zmiksować ją z bielą.

 
cisza4

Przycupnęłam…

…na brzeżku krzesła. Serweta pachniała krochmalem. Pochyliłam się i splot nabrał trójwymiarowości. Wpatrywałam się w tkaninę, póki nieskazitelna biel włókien nie objawiła się męczącym oczy, fluoryzującym fioletem. Świadoma całkowitego bezsensu tej czynności powstrzymywałam się przed mrugnięciem. Kiedyś potrafiłam siedzieć z rozwartymi powiekami ponad trzy minuty. Teraz ledwo dotrwałam do dwóch, gdy poczułam szklistą, szczypiącą jak papierosowy dym mgiełkę. Z ulgą przymknęłam oczy…

…siedzieliśmy tak kiedyś przy stole. Kokon ciepłego światła otulał nas mandarynkowym blaskiem. Nasze palce chwytały kruchość z niewiarygodną finezją. Wyczarowywaliśmy przenikające nas światy, a wszędzie unosił się wapienno-octanowy zapach. Patrzyłam, jak barwne pęcherzyki łapczywie, chrobocąc niemal, wżerały się w ścianki i wsiąkały w pokąsaną powierzchnię. W tle szemrało miękko wielkopostne Sławcie usta… i snuło się po głowie natrętnym wersem:

Słowo-Ciało chleb w ofierze słowem w Ciało zmieni się…

Mierzyliśmy szczęście wymalowanymi obłościami. Wypuczone wzory parowały, matowiąc kolejne warstwy. Kule przeschniętej beztroski turlały się po białym obrusie, by utknąć w końcu w zwojach bawełnianego dzieciństwa…

…włączyłam Pasję wg św. Mateusza Hilariona i niemal natychmiast porwał mnie smyczkowo-organowy korowód przeplatany sopranami, tenorami i basami. Wsłuchiwałam się w każdą sekwencję, nie mogąc nasycić się harmonią wykreowaną ze zderzenia dwóch obrzędowości. Miałam wrażenie, że niemożliwe zaistniało. Jakby setek lat odrębności nigdy nie było… rozdzielenie stawało się nonsensem…
Gdy wybrzmiało Tobie śpiewamy, tak inne od aranżacji Rachmaninowa, trwałam bezdźwięcznie, by nie przerwać rozsadzającej mnie od wewnątrz ciszy. Chóralny finał po rozbrykanej fudze przyniósł nagłe skojarzenie z Rekwiem Mozarta…
Otrząsałam się powoli, zbierając każdy okruszek, rozpękłej nagle na fotony, własnej świadomości…

…zmęczenie… regres…
Powroty zawsze mnie pobudzały. Zapach odzyskanych miejsc łopotał zapraszająco, nie pozwalając na sen. Wodziłam dłonią po wypukle haftowanym kwiecie i wydawało mi się, że w nienaturalnej ciszy słyszę puls starego elektronicznego budzika. Czułam obezwładniającą moc skaczącego po posiłku cukru. Wiedziałam, że jeśli już, natychmiast czegoś nie zrobię – zasnę i znów obudzę się o barbarzyńskiej porze… ni to nocy, ni dniu…

wielk4

wielk19

Uciekałam…

…od symetrii świata. Odłamkami luster załamywałam porządek zastanego. Przesyłałam odbicia meblom i ścianom. Załamywałam chropawość sufitowego światła…

…od cieni zaklętych pod powiekami rozsadzało czaszkę. Trzeszczała, grożąc eksplozją. Smugi jak ostrza wyrzynały rysy w kościanej gładzi. Opierałam głowę na zaciśniętej pięści i wsłuchiwałam się w ból zdrętwiałych knykci…

…od laserowych cięć odgradzała mnie ciemność. Po wewnętrznej stronie powiek tańczył rozkalibrowany obraz. Nie potrafiłam poskładać pokruszonych odprysków. Grzechotały w niezrozumiałym trójwymiarze…

…od wstrząsów dzwoniły zęby. Rozpłaszczałam na podniebieniu piaskową fakturę drgań. Słodkawy posmak rozkrwawionego języka przywrócił grafitowy spokój…

uciekłam

Nie było…

…łatwo wędrować przez zaspy.
Kruchą emalię skrystalizował mróz.
Lśniła w blasku dogasającego dnia i pękała przy każdym kroku.
Kaleczyła zaciągające błotem przyziemie…

Zapadałam się z suchym trzaskiem.
Poszarpany śnieg skrzył i migotał, rozwarstwiając źrenice.
Błękitny chłód przeszywał kostki i wpełzał podstępnie za cholewki.
Marznące powietrze czopowało skronie…

Za mną oddychała cisza.
Skradała się zwielokrotniona pulsowaniem uginających się pod brzemieniem śniegu świerków.
Jeżyła kępkami oblodzonych źdźbeł szczotlichy i śmiałka.
Szarpała mrok rozłupana ostrą wonią jałowcowych igieł…

Wsiąkałam w ciemność.
Sadystycznie wibrowała wizgiem naprężonej tafli, wprawiając w drgania rdzeń kręgowy.
Grzechotała granulkami czerni.
Matowiała scukrzoną nocą…

I nagle rozbłysła świątecznym drzewkiem…

choinka1

Witam.

Nowy Rok tuż tuż…
Nadejdzie, nim się spostrzeżemy.
Życzę wszystkim, by nadchodzący, 2019 rok był lepszy od poprzedniego. By przyniósł dużo radości i spełnienie choć jednego marzenia
.

Pozdrawiam:)

Lena

Rozkwitłam…

… nie wiem, czy to ja rozkwitłam magentą, czy magenta rozkwitła mną.
Zawsze urzekał mnie smak słów.
Szczególnie nowych, nienapiętnowanych jeszcze znaczeniem.

Mogłam…
… nadawać im kształty i wypuszczać jak kółeczka dymu.
Muskać koniuszkiem języka, rozsmarowywać na wargach albo rozduszać na podniebieniu.

… wtulać policzek w ich miękkość. Czuć delikatne łaskotanie, gdy lekko nakrochmalonym rantem prześlizgiwały się przez krtań…

… w nieskończoność rozciągać sylaby i wsłuchiwać się w ich melodię. Albo osobno artykułować każdą głoskę i projektować obrazy nasycone dźwiękiem…

… śledzić ich barwny taniec i wystawiać twarz na ciepłe podmuchy blasku…

magnolia
magnolia1

Ósemki…

… tryskały jasną czerwienią. Zdyszane dźwięki wkradały się w spokój poranka. Pierwszego od wielu dni, który ujrzałam po przebudzeniu. Po pierwszej – od wielu miesięcy – w miarę spokojnie przespanej nocy…

… podreptałam pod prysznic. Omijając wzrokiem pusty trójkąt ściany, weszłam do kabiny. Chłodnym strumieniem próbowałam spłukać resztki snu. Zazwyczaj szło mi niesporo. Ale – nie tego ranka…

… wilgotno-szorstki ręcznik pachniał perłowym jedwabiem, gdy odwieszałam go na miejsce.
Zeszłam na dół. Brak świeżej esencji w czajniczku nie dotknął mnie tak boleśnie. Wstawiłam wodę…

… i poszłam zamienić flanelowe gnuśności na gotowość do życia…

wschód słońca selena 1 (3)

 

Weszłam…

… wreszcie tam weszłam. Dokładnie po półtora roku. Ale to uświadomiłam sobie później.
Przywitało mnie zaduchem i tumanami kurzu.
Zatrzymałam się w progu, rozejrzałam i miałam ochotę obrócić się na pięcie i uciec.
Jak tyle już razy.
Stawałam pod tymi drzwiami i nie mogłam unieść ręki.
A parę dni temu po prostu podeszłam i nacisnęłam klamkę…

… a później siedziałam przy stole i pochylałam się nad kartką.
Palce odmawiały posłuszeństwa.
Półtora roku przerwy.
Musiałam uczyć je wszystkiego od nowa. Każdej kreski. Każdej kropki.
Przymykałam oczy i szukałam tych wszystkich niuansów, które gdzieś tam we mnie były. Maczałam pędzelek i bałam się musnąć powierzchnię, bo zapomniałam, z jaką siłą powinnam naciskać…

… wspomnienia napierały z każdej strony.
Pobudzone zapachem farby, powielaną wielokrotnie sytuacją sprzed teraz, zdrętwieniem karku.
Wpatrywałam się w czerń poszarpaną srebrnym łukiem…

… a potem przestałam myśleć…

 
ikonaselena