amorino

wypij wino piękna pani
kielich dzwoni w srebrnych palcach
do dna wypij niech się stanie
do dna i zatańczmy walca
nie chcę twoich ust czerwonych
w cudzy mankiet wbitych zębów
nie chcę złudzeń utraconych
ani bajek o złym mężu
rozejdziemy się za chwilę
ty do domu ja do diabła
czemu wina nie wypiłaś
czemu nagle tak pobladłaś
kielich pełny piękna pani
cóż to wypadł z drżących palców
co się stało nie odstanie
stop orkiestra już po walcu

marzenia

woń niezawisła
mogą pachnieć jak różana herbata
albo właśnie skończony obraz

wzór nieutkany
dopiero musną jak płatek popiołu
czy też rzęsy młodej dziewczyny

głos niewezbrany
zaczną łkać jak kryształowe kielichy
lub figlarny smyczek po pile

toń niedojrzała
kiedyś zastygną jak bita śmietana
czy morze tyrreńskie w letni dzień

smak nieroztarty
będą drżeć na koniuszku języka
i w grudkach lutowego śniegu

motyl

motyl niecnota po łąkach się błąkał
wśród traw żywot pędził nietrwały
rosą poiła go słodka poziomka
złocienie chłodu mu użyczały

gdy macierzankę uwodził płochliwą
dumną azalię rozlśniło słońce
zapałał motyl uczuciem prawdziwym
wyszeptał słowa miłością tchnące

dzwonki kielichy uniosły beztrosko
samotny rumian pobladł zazdrośnie
nachyłek przytaknął zgorszonym groszkom
mokrzycznik rozszlochał się żałośnie

hen za opłotki wysiały się plotki
bławatki paplały i konwalia
niecierpek z przekąsem rzekł do tymotki
kto by pomyślał – taki azalians