na

wapiennym kamieniu
rdzawa plamka i
dwa wżłobienia
niby nic zwyczajna
sprawa a co jeśli
to kamień milowy

Reklamy

Przysługa

Od kilku dni w mieszkaniu panowała cisza.
Temperatura przekraczała czterdzieści stopni i otwieranie okien nic nie dawało. Nawet noc nie przynosiła ożywczego chłodu. Na zewnątrz wszystko zamarło. Jakby miasto także postanowiło zaprotestować przeciwko upałom. Nie było samochodów, przechodniów. Czuło się tylko smród rozgrzanego asfaltu i wiszącego w powietrzu kurzu.
A mimo to w tej domowej ciszy wyczuwało się coś nienaturalnego…
Długo zastanawiał się, o co chodzi. Dopiero wieczorem zrozumiał. Muchy! Od kilku dni nie zabrzęczała ani jedna mucha.
Kiedy zlokalizował źródło niezwykłego spokoju, przestał się tym zajmować.
Miał dużo pracy, a ostateczny termin zbliżał się nieubłaganie.
Tego wieczora coś drgnęło na zewnątrz i zrobiło się odrobinę chłodniej, więc pierwszy raz od dawna wziął się do roboty bez przymusu. Wciągnęło go. Ogłuchł i oślepł na to, co działo się wokół.
Krańcami świadomości odbierał dziwne dźwięki, ale nie utożsamiał ich z niczym znanym, więc starał się je ignorować.
Dopiero brzęk wybijanej szyby i skowyt Reksa sprawił, że poderwał się na równe nogi. Wybiegł do przedpokoju. Reks leżał na podłodze wśród odłamków szkła. Przycisnął łapami uszy i lekko rozwarłszy szczęki – wył.
Podbiegł do psa. Na szczęście nie był pokaleczony. W oczach zwierzaka dojrzał przerażenie. Reks był tak przestraszony, że nie miał nawet sumienia skrzyczeć go za rozbitą szybę z drzwi. Posprzątał szkło i wrócił do przerwanej pracy. Zdumiało go, że Reks nie odstępował go na krok. Nigdy wcześniej nie zdarzało się, by zlegał tuż przy nogach. Był indywidualistą i chodził swoimi drogami.
Może gdyby nie te terminy, zastanowiłby się nad zachowaniem psa…

W ciągu następnych dni temperatura spadła i zrobiło się znośnie. Dzięki temu nadgonił z robotą. Dopiero późnym wieczorem uświadomił sobie, że jest głodny. W lodówce nie znalazł niczego, co nadawałoby się do jedzenia. W szafkach – też nie.
Plątał się po domu w poszukiwaniu herbatników. Na parapecie w małym pokoju, obok roślinki, którą dostał na przechowanie, znalazł dziwne paprochy. Wzruszył ramionami i zrzucił je niedbale na podłogę. Ponownie zahaczył wzrokiem o krzewinkę. Uświadomił sobie, że obiecał ją podlewać. Zapomniał. Mimo to wydało mu się, że roślinka ma się całkiem dobrze.
Poszedł po wodę, omijając rozwalonego na środku korytarza psa.
Od pamiętnej akcji z szybą Reks unikał małego pokoju, choć tam właśnie było jego ulubione miejsce do spania.
Dzwonek do drzwi zaskoczył go w trakcie podlewania. Odstawił słoik i ruszył, by otworzyć. W drzwiach stał jego przyjaciel.
Wpuścił Olka do środka i zrobiło mu się głupio – nie miał nawet kawy.
W trakcie rozmowy okazało się, że przyjaciel pokłócił się z dziewczyną i chce przenocować.
Nie miał nic przeciwko temu…

W nocy zbudził go skowyt psa. Zerwał się z łóżka i pobiegł do przedpokoju. Półprzytomnie namacał kontakt.
Miał wrażenie, że wciąż śni. Na podłodze wił się wyjący Reks. Nad nim pochylał się Olek z nożem w ręce.
Światło sprawiło, że przyjaciel spojrzał przytomniej i puścił przerażonego psa. Ten, z podkulonym ogonem czmychnął do kuchni.
Patrzył na Olka, który – jak obudzony z koszmaru – oglądał nóż.
– Byłem głodny – oznajmił naraz żałośnie. – Tak strasznie głodny. Zjadłem tą roślinkę z parapetu… – dodał płaczliwie.
Nie miał pojęcia, co o tym wszystkim myśleć. Przyjaciel od lat był weganinem. Co nie znaczyło, że pożerał u znajomych kwiatki.
Mimo późnej pory postanowił wyjaśnić sytuację. Już otwierał usta, by zadać pierwsze pytanie, gdy poczuł na sobie wzrok tamtego. Zaniepokoiło go coś w tym spojrzeniu, więc powoli zaczął się wycofywać w kierunku kuchni.
Przyjaciel skulił się, przyczaił i ostrożnym krokiem podążył za nim, gwałtownie łykając napływającą do ust ślinę. W jego niebieskich, łagodnych niegdyś oczach czaił się nieposkromiony głód…

Walc na trzy pas

Witam.

Niewiarygodne, że czas tak szybko płynie. Wydaje mi się, że całkiem niedawno pisałam podobną notkę. Niby niedawno, a było to dokładnie rok temu.
Sama jestem zaskoczona, że to już trzy lata…
Tak. Kartka z brulionu ma trzy lata…
Zamiast sążnistego rozrachunku napiszę tylko kilka słów. Luźnych refleksji właściwie, które nasunęły mi się podczas przeglądania pierwszych wpisów, komentarzy…

Nie zniknęliście. Niemal wszyscy, którzy towarzyszyliście mi od początku. Wciąż jesteście. I muszę powiedzieć, że puchnę z dumy. Że udało mi się Was nie odstraszyć…
Mało tego, wciąż Ktoś zagląda i… zostaje.
To naprawdę sprawia dużą frajdę.
Więc – dziękuję, że jesteście i mam nadzieję, że nadal będziecie.

Nigdy wcześniej tego nie robiłam, ale dziś, korzystając z urodzin mojego bloga, chciałabym przypomnieć jeden z pierwszych utworków, które tu zamieściłam.
To szczególny wiersz… Pierwszy, za który zostałam nagrodzona w pewnym konkursie poetyckim… I to od razu pierwszym miejscem…

niedyskrecja

pod osłoną nocy
granatowej czarnej
kochają najpierwsi
na świecie jedyni
ona
go uwodzi
pocałunkiem wonnym
on jej
półszeptmi
muśnięcia oddaje
w kruchej aureoli
ftalowego pyłu
słowik na czeremsze

Pozdrawiam:)

zasnął

motyl we mnie
oplótł się jutą
pomarańczową
i ani myśli
spokojnej chwili nie
uświadczy
może już nigdy
nie otworzy szeroko
oczu na skrzydłach
nie odleci ku słońcom
łąkowym trzepotem nie
zachłyśnie
wcale a może wciąż
czuwa przeźroczyście
w kieszeni spiętej
agrafką w tłumoczek
wtulony się maże nie
marzę

Z piątku na niedzielę. Młotek.

Pełna wewnętrznego żaru miałam najlepsze chęci, by kontynuować tak miło zapowiadające się refleksje o miotle.
Niestety, już po trzech [może pięciu…] sekundach uwagę moją przykuło zupełnie różne od genialnej miotły narzędzie. Rzekłabym – krańcowo różne.

młotek1

Gwóźdź wbija się
Z pomocą młotka.
W ścianę lub w deskę
Wejdzie miękko…

powiada Ryszard Marek Groński w swoich Wierszykach o literkach i nie ma najmniejszego powodu, by mu nie wierzyć.

Etymologia słowa jest tak banalna, że rozwodzenie się nad nią wydaje się być stratą czasu. Podobnie rzecz ma się z pochodzeniem: kto bowiem mógłby nie wiedzieć, że narzędzie to wywodzi się od kija. Tak. Nie ma pomyłki. Mądre źródła brucknerskie podają, że nim młot stał się młotem, był po prostu kijem…

Zajęłam się tym tematem przede wszystkim z [wrodzonego jak wrodzonego…] poczucia sprawiedliwości. Przeglądając wpisy, doszłam bowiem do wniosku, że zbyt mało uwagi poświęcam w nich płci przeciwnej. Niby nie ma w tym niczego dziwnego, jestem kobietą, a jak powiada znana mądrość ludowa: Bliższa ciału koszula…

O koszuli może jeszcze kiedyś napiszę, ale póki co – wracam do młotka.
Pławiąc się w potokach nieprzebranej wiedzy, błysnęło mi [nie wiedzieć czemu…], że jest to przyrząd, który już nawet nie w dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięćdziesięciu dziewięciu, ale w dziewięćdziesięciu dziewięciu koma dziewięciuset dziewięćdziesięciu dziewięciu procentach jest wytworem osobnika płci męskiej.

Nie muszę chyba nawet sygnalizować, iż narzędzie to towarzyszy ludzkości od dawien dawna. Nie zamierzam dywagować, czy jest starsze od miotły, ale [bez względu na stopień zszokowania wygłoszoną uwagą…] nie ma najmniejszego dowodu, że wyginięcie takich na przykład dinozaurów nie wynika z faktu, iż wspomniany młotek posiadały…

nadziak młot bojowy

Nie wiem, czy akurat był to wyżej pokazany młot bojowy [zwany także nadziakiem] ale… kto wie… kto wie…

Nie wgłębiając się dłużej w dylematy, z których rozstrzygnięciem i tak trzeba czekać do powszechnego udostępnienia wehikułu czasu, przejdę do próby udowodnienia tezy o męskości mózgu wynalazcy młotka.

Jak bardzo bolesne nie byłoby następne stwierdzenie, roboczo nazwana przeze mnie idea młoctwa wydaje się również ocierać o geniusz. Nie jest to, rzecz jasna [i należy to bardzo wyraźnie podkreślić] ta sama, oczywista i widoczna na pierwszy rzut oka genialność co przy kontemplowaniu miotłowatości, ale jednak. Musiałam bardzo się natrudzić, by zebrać odpowiednie dowody na niepospolitość [nietuzinkowość w świetle dalszych rozważań może okazać się niezbyt fortunnym określeniem…] młotka.

Jako się rzekło, nie jest ona tak sztandarowa i widoczna, tkwi bowiem w… różnorodności.
Pochwałę młotku [młotka… a co za tym idzie – męskości młocianego kreatora…] postanowiłam rozpocząć od miszmaszu materiałowego:

mlotek-drewniany

Powyżej młotek drewniany służący do podbijania innych narzędzi… Pomijając fakt, że do tej pory [czasu przed kontemplacją młotka] słyszałam głównie o podbijaniu bębenka, pragnę zwrócić uwagę, że trud włożony w zdobycie materiału raczej wyklucza swobodne hasanie tu i tam… Że o wysiłku potrzebnym do obróbki tegoż nawet nie wspomnę…

młotek skórzany

Młotek skórzany wykorzystywany zarówno przy układaniu glazury jak i podkuwaniu koni… Można tylko zgadywać, jakiej determinacji wymaga [ło] zdobycie odpowiedniego tworzywa… Iluż umiejętności łowiecko-rymarskich…

młot gumowy

Albo młotek gumowy do wbijania kostek brukowych… Nie jest tajemnicą, że taki elastomer zbudowany z alifatycznych łańcuchów polimerowych, które zostały w pewnym stopniu usieciowane w procesie wulkanizacji na drzewach nie rośnie… Ani, że kostka brukowa bywa raczej przyjacielem męskich podeszew, a dla kobiecych obcasów mogłaby nie istnieć…

mlotek-mosiezny-plaski

Miedziany lub mosiężny młotek wymaga, jak się wydaje, specjalnych przymiotów wydobywczo-odpornościowych i nie zmieni tego nawet fakt, że narzędzie to służy do prostowania blach i prętów…

Mogłabym długo jeszcze rozwodzić się nad pozyskiwaniem odpowiednich komponentów przy pomocy wielu, wielu innych [mniej lub bardziej] skomplikowanych urządzeń, uważam jednak, że rozsądniej będzie napomknąć o opcjonalności młotka, a co za tym idzie – splendorze spływającym na jego użytkownika. Nie ulega najmniejszej wątpliwości, że rodzaj posiadanego narzędzia wymusza pełen profesjonalizm i podnosi prestiż posługującego się nim do rangi kosmicznej niemal:

mlotek-szewski

Młotek szewski jak sama nazwa wskazuje – nie jest dla wszystkich. Przykro pisać, ale nawet szewska pasja nie wystarczy do zabicia ćwieka bez odpowiednich kwalifikacji…

mlotek-spawalniczy

Młotek spawalniczy broni męskości projektanta anektującym przestrzeń kształtem – tylko nielicznym [konstruktorowi i spawaczowi] dana jest wiedza, że sprężynująca rękojeść zwiększa siłę uderzenia przy odbijaniu żużla i odprysków spawalniczych…

mlotek-repuserski jubiler

Młotek o niewiele mówiącej nazwie: repuserski służy ni mniej ni więcej jak tylko do kształtowania i klepania blachy w ankach i pucynach. I nie byłoby w tym pewnie niczego szczególnie męskowatego, gdyby nie fakt, że przede wszystkim z myślą o paniach trudzi się fachowiec zwany potocznie jubilerem…

młot złotniczy

A młotek złotniczy, tak dla zmyłki, używany jest zazwyczaj przez zegarmistrza. I to niekoniecznie w chwilach profesjonalistę frustrujących…

Aż chce się zakrzyknąć: Pokaż mi swój młotek, a powiem ci, kim jesteś!:

mlotek sedziowski

Młotek sędziowski kojarzony głównie z długą quasi-białą peruką [czapką… tak, tak, czapką w fasonie niezmienianym od trzystu lat] i wielkim łańcuchem to differentia specifica urzędnika państwowego zwanego sędzią…

młot cyzelski

Młotek cyzelerski wykorzystywany do, jak podają pewne źródła, klepania biżuterii na trzpieniu czyli – kolejny atrybut złotnika…

Close-Up Of Reflex Hammer

I [że pozwolę sobie na tę filuterną katachrezę] wisienka na torcie: młotek neurologiczny do badania głębokich odruchów ścięgnistych czyli oprzyrządowanie wyższego personelu medycznego…

Równie istotne dla fenomenu męskości młoctwa wydaje się coś, co w muzyce nazwano by wariacją. Na użytek tego wywodu lepiej chyba jednak posłużyć się przyziemną i mało skomplikowaną peryfrazą: rodzaj młotka ze względu na jego przeznaczenie i pozostawić to bez dodatkowego komentarza:

młot do szklenia

Młotek do szklenia…

Mlotek do rozcalania amunicji

Młotek do rozcalania amunicji…

mlotek-to-faktur tapic

Młotek do faktur tapicerskich…

Jako że wpis ten aspiruje nie tyle może do artystycznego, co o Sztukę w różnych jej aspektach jednak zahaczającego, nie może obyć się bez informacji, iż narzędzie zwane młotkiem miało na wspomnianą [tj. WP Sztukę] wpływ niebagatelny, by nie rzec – dobitny.

To, że:

Za to młot –
W kuźni
Można spotkać
Wzniesiony w górę
Mocną ręką.
Przy każdym uderzeniu młotem
Iskier zrywają się tysiące.
A kowal wzdycha, zlany potem –
Żelazo kuj,
Póki gorące…

przywołany wyżej Poeta Wciąż Współczesny z zachwytem opiewa młot, wydaje się być oczywistym.

mlot-kowalski-i-kowadlo

Warto jednak dodać, że już wcześniej klasycy podchodzili do tego narzędzia z niezwykłą rewerencją, a wśród nich znalazł się Najbardziej Klasyczny Klasyk, jakim literatura polska poszczycić się może:

Całą bezkształtną masę kruszców drogocennych,
Które zaległy piersi mej głąb nieodgadłą,
Jak wulkan z swych otchłani wyrzucam bezdennych
I ciskam ją na twarde, stalowe kowadło.

Grzmotem młota w nią walę w radosnej otusze,
Bo wykonać mi trzeba dzieło wielkie, pilne,
Bo z tych kruszców dla siebie serce wykuć muszę,
Serce hartowne, mężne, serce dumne, silne.

Tak. Mowa, oczywiście, o Leopoldzie Staffie i Kowalu.

Trudno nie ulec pokusie i nie zacytować kolejnego twórcy i jego Dziewczyny:

Dwunastu braci, wierząc w sny, zbadało mur od marzeń strony,
A poza murem płakał głos, dziewczęcy głos zaprzepaszczony
Porwali młoty w twardą dłoń i jęli w mury tłuc z łoskotem!
I nie wiedziała ślepa noc, kto jest człowiekiem, a kto młotem?

I mniej istotne wydaje się, czy opiewany przez Bolesława Leśmiana młot jest sprzętem dla twardziela:

młot do ścian

czy raczej dla Julka Spryciulka:

big_mlot_udarowy_1500w_bp5248_11_

Ważne, że:

…dzielne młoty — Boże mój! — mdłej nie poddały się żałobie!
I same przez się biły w mur, huczały spiżem same w sobie!
Huczały w mrok, huczały w blask i ociekały ludzkim potem!
I nie wiedziała ślepa noc, czym bywa młot, gdy nie jest młotem?

Równowaga to cudowna rzecz, więc by nie popaść w skrajność, trzeba zaakcentować, że nie tylko destruktywną moc młota opiewano w poezji. Niejaki Broniewski, Władysław, zresztą, tak oto wychwala go w Robotnikach:

Dzień nam roboczy nastał.
Młot niesiemy, kilof i łom.
Idziemy budować miasta,
stupiętrowy za domem dom.

Nie mniej znaczącą rolę odgrywał i odgrywa młotek w muzyce. Można by rzec, że sławiący go artysta właśnie ten [chm…] instrument uważa za remedium na wszelkie zło. Ile mocy jest w jego pieśni:

Wezmę młotek, kilo gwoździ
I naprawię świat
Zanim wszystko się popsuje
I pochłonie nas

Jak kojący przekaz tkwi w zacytowanych wyżej, głoszonych z przekonaniem słowach…

Nie będę daleka od prawdy, gdy nadmienię, że przyrząd ten stał się nie tylko przedmiotem admiracji muzyków i poetów, ale także czymś w rodzaju ołtarza tytanów pracy, monumentalnego i złowrogo nieodgadnionego w swym skomplikowaniu:

Mlot-parowo-powietrzny-z-1898

A na dowód, że fascynacja młotkiem trwa w narodzie po dziś dzień, przytaczam bardzo współczesny utwór, którego autorem jest nieznany mi bliżej Lingedolf:

Młot agresywnie połyskuje w słońcu
stal trbovlskiej huty ukazuje swój lodowaty wdzięk
dzierżona w krzepkiej grabuli
przenikliwy świst niczym przelot jaskółki
młot srebrzysty masakruje twarz
odkrywając mięsną czeluść człowieka
salwa krwi plami otoczenie jak deszcz obfity
odkształca się znakomite niegdyś lico
deformuje i wypływa oko
zostawiając śmietankowy ślad
zęby wyłamane wystają niczym kikuty drzew
krwawa struga spływa z rany
brocząc tors konającej z bólu ofiary
I tak dobiega kresu
żywot nieszczęśnika
jęczy z bólu
wyczekując swojego finału

Nie mogę także pominąć rodzącej się powszechnie, jakże szlachetnej tendencji do ocieplania wizerunku tego narzędzia, prób przydania mu cech ludzkich i [co tu kryć – z powodzeniem] wywołania choć krzty sympatii:

Nie muszę pewnie zwracać niczyjej uwagi, że najgorliwszymi [i jedynymi, jak wynika z moich poszukiwań…] piewcami młotka są mężczyźni, co zdaje się potwierdzać [a przynajmniej – nie zaprzeczać…] tezę o męskości mózgu kreującego ów [uff… jedno z najbardziej karkołomnych zdań, jakie udało mi się stworzyć w mojej pisaczej karierze…]. Nie muszę, ale – dodaję: najgorliwszymi piewcami młotka są mężczyźni. Przypadek?

Powyższe pytanie zostawiam bez odpowiedzi, mając jednocześnie nadzieję, że udało mi się, jeśli nie przekonać, to chociaż zasiać ziarenko pewności, że tytułowy bohater jest wytworem przedstawiciela męskiej części populacji ludzkiej…

Trudno orzec, czy końcowy przykład stanie się argumentem za postawioną tezą, ale może choć nie pozostawi obojętnym na to, co dzieje się, gdy tak wyrafinowany sprzęt na chwilę bodaj trafia w niepowołane ręce. Ręce, które miast docenić jego niezwykłość, czynią zeń: