Z piątku na niedzielę. Pasja.

Film swoje latka już ma, a mi nieodmiennie kojarzy się z lawiną szlochów, spazmów i łkań podczas projekcji.
Oraz z własną wściekłością, bo to zbiorowe katharsis przeszkadzało mi w oglądaniu. Do kurr…tyzany o satynowych usteczkach… nędzy – pół seansu zastanawiałam się, czego te rozhisteryzowane indywidua spodziewały się po filmie, który nazwę gatunkową ma wpisaną w tytuł. Może jakiejś misyjnej gorączki, z którą główny bohater nawracać miałby barbarzyńskich Rzymian. Oszalały z zacietrzewienia… Albo nienaturalnie błyskający ogniem wiary… Ciskający pioruny [a nie – to Zeus] z oczu…
Nie wiem. I pewnie już się nie dowiem.

Tak, jak nigdy nie dowiem się, czemu tak chwalono grę Mela Gibsona w scenie z krzyżem niesionym na Golgotę…

ciii

w starej wierzbowej dziupli
zalągł się straszek maleńki
wcisnął się między sęki
w splątane witki zasuplił
zmierzwił listeczki drobne
skrzypnął wiekowym konarem
bazie zrobił na szaro
w skręcony korzonek skrobnął
wszystkie pędy przeliczył
i knuł co tu spsocić jeszcze
gdy nagle w kropli deszczu
obce zobaczył oblicze
na równe nogi skoczył
wtem coś mu nosa utarło
a serce w nim zamarło
cóż… straszek miał wielkie oczy

a gdyby

tak słońca
kilka okruszków
szczęścia w pierścionku
wisiorku a niechby
we włosach potarganych
wiatrem przyniesionych

tak tęczy
kilka kropelek
radości w bransoletce
broszce a bodaj
w sprawach niedopiętych
przypadkiem zawieruszonych

tak nieba
kilka ogniwek
uśmiechu w łańcuszku
kolczyku a choćby
w palcach rozgiętych
przymusem połączonych

Z piątku na niedzielę. Ucz się, Jasiu…

Pamiętam doskonale, od kogo usłyszałam wierszyk o Jasiu, który ma się uczyć [ja wszystko pamiętam…], by zdobyć potęgi klucz, i pamiętam również, że utworek wydał mi się wyjątkowo idiotyczny. Nikt w końcu w młodym wieku nie marzy o karierze szatniarza…

Nie pamiętam [ha! jednak – nie wszystko… co stwierdzam z niejakim zdumieniem…] natomiast tych bezczelnych mechaników, hydraulików, sprzedawczyń z mięsnego… Wszechwładnych… Wykorzystujących swoją pozycję, by udowodnić wyższość klasy robotniczej nad inteligencją pracującą…
I dobrze.

Dzięki panom Wiesławowi Michnikowskiemu, Janowi Kobuszewskiemu i Wiesławowi Gołasowi potrafię sobie jednak wyobrazić specyfikę tamtych czasów…