Z piątku na niedzielę. Charon.

Tatarska baśń o słowiku, który udawał martwego, by podpowiedzieć sposób ucieczki uwięzionemu krewniakowi, jest pewnie znana.
Podobnie jak idea psychopompa, którego zadaniem było nie tylko towarzyszenie duszom w drodze do Podziemnego Świata, ale także sprowadzanie na nasz tych nowo narodzonych…
Niektórzy doszukują się w filmie Pawła Hejbudzkiego taniego kaznodziejstwa…
Warto czasem darować sobie dosłowność i spojrzeć nieco szerzej niż tylko przez pryzmat Dekalogu czy Codex Gigas.
Wtedy można dostrzec coś, co przesłoniła nadbudowa ideologiczna…

taki dzień

pamiętam jak opowiada baśnie
do snu jeszcze dźwięczy kołysanka
słyszę jak światło wieczorem gaśnie
by mnie z tkliwością powitać rankiem

widzę jak lalkom wiąże kokardy
jasną głowę pochyla nad książką
wzrok rozmieniony na spraw miliardy
wyrozumiały i współczujący

pamiętam słowa jeszcze nie milkną
twarz dziwnie bladą w blasku świecy
ręce okrutną pokłute igłą
i otulone wytchnieniem plecy

Kiedy dzieci się nudzą. Entliczek pentliczek…

Jako się rzekło – świecidełka fajne są, ale odmiana fajniejsza, więc dziś nieco [cięższy jak cięższy, ale – na pewno] większy kaliber.
Wspominałam, że w szafach mam mnóstwo rzeczy, które w pierwszej chwili trudno podejrzewać o jakikolwiek potencjał odtwórczy. Na szczęście – zazwyczaj tylko w pierwszej chwili. Tak też było tym razem, gdy w swojej jużzarazletniej gorliwości postanowiłam zabawić się w domowego eksploratora…
Zaskoczeń było wiele, z radością z odkrytego… różnie, ale pośród tych dobroci…

Trzy ze sterty dostaniętych kiedyś, niewypieralnych prześcieradeł:

No cóż… Pleć, pleciugo, byle długo…:

Za mało kawy do zabarwienia:

Za to dość tkaniny i nici do zrobienia worków i sznurków:

Hektolitry kisielu kawowego i wiele słonecznych dni później…

Pojemniki na sól do kąpieli:

Koszyki na łazienkową półkę:

Kosze łazienkowe, do których wpakowałam nici:

…drewniany stoliczek,
a na tym stoliczku pleciony koszyczek…

nie całkiem

patrz znowu kwitną pomarańcze
i ty się znów uśmiechniesz do mnie
przegnasz pokusy oszukańcze
powiesz że tęsknisz nieprzytomnie

patrz znowu grają polne świerszcze
skrzy w krąg melodią o miłości
słowo się gubi nieme jeszcze
gdy tkliwie szepcesz o przyszłości

patrz znowu pachną mandarynki
i zaraz znów strwonimy lato
szczęściem pijane są szarynki
i księżyc już pod dobrą datą

patrz znowu tkają mgłę topiki
tchnie dookoła ciężkim winem
echo pomyka przez młodniki
gdy wykrzykujesz moje imię

patrz znowu gorzkną winogrona
i ty mi znów dasz malw naręcze
cudu ten jeden raz dokonasz
i nie odejdziesz nigdy więcej

buffo

na tej ławeczce pod kasztanem
przysiadła burza gromowładna
ty byłeś wtedy sobiepanem
ja za to byłam sobie ładna

pod tym kasztanem w kępce trawy
wiatr uwił sielskie legowisko
ty byłeś jakiś nieciekawy
mnie za to ciekawiło wszystko

w tej kępce trawy tuż przy dróżce
przycupnął deszczyk złotorosy
ty gdzieś na jednej biegłeś nóżce
ja za to stałam sobie boso

tuż przy tej dróżce za ławeczką
schmurzyło słońce jasne liczko
ty byłeś słodkim aniołeczkiem
ja za to byłam diabuliczką

Z piątku na niedzielę. Motyl.

Parę dni temu odwiedził mnie taki oto gość i, robiąc zdjęcie Rusałce pokrzywnikowi, pomyślałam, że napiszę kilka słów o motylach.

Według starożytnych Greków Prometeusz stworzył człowieka, ale to Atena tchnęła w niego duszę, kładąc człowiekowi na języku motyla. Stąd greckie słowo psyche oznacza i motyla i duszę.
Według niektórych tekstów chrześcijańskich podobnie uczynił Bóg, darując duszę Adamowi.

Etymologia naszego prasłowiańskiego motyla wywodzi się najprawdopodobniej od motati – motać, kręcić, trzepotać, kołysać, sugerując, że motyl to: ten, który lata nierówno, trzepotliwie.
Nie da się obok motyla przejść obojętnie, więc nie zdziwi nikogo fakt, że stał się on symbolem nie tylko duszy, ale także szczęścia, natchnienia, lekkości i urody. Jak również – znakiem zewnętrznej i wewnętrznej przemiany. Symbolizował oświecenie, świadomość, głębsze wejrzenie w naturę zewnętrza oraz przebudzenie się w miłości do świata…

Nie będzie też zaskoczeniem, że stał się inspiracją wielu artystów.
Pisano o nim na frywolnie:

Rzekła lilia do motyla:
Nikt nie patrzy, niech pan zapyla!

(Motyl – J. Sztaudynger)

Na wesoło:

Niepoważny stosunek do życia
figla ci w końcu wypłatał:
nadmiar kolorów, brak idei
zawsze się kończą wstydem i
są wekslem bez pokrycia,
mój ty Niprzypiąłniprzyłatał!

(Na śmierć motyla… – K.I. Gałczyński)

Na dramatycznie:

Gdzie jesteście, okrutne motyle,
Pawie oczy, żałobniki, admirały,
Fruwające kwiaty i robaki,
Wytarzane w czarodziejskim pyle,
Który nocą ze skrzydeł strząsały
Obłąkane, rozśpiewane ptaki!
Przecież dawniej bywało was tyle,
Kiedy byłem szalony i mały,
I goniłem was w pożodze białej
Z zadartymi, ślepymi oczyma,
Nakłuwałem was żywcem na szpile,
Wy, okrutne arabskie motyle,
Jaka wiedźma w uwięzi was trzyma?
O, na łące w złote dni gorące
Drgał i skakał pęd dzikiej obławy,
A gdy siatka zielona spadała
Na splątane jadowite trawy,
To pod merlą biło-trzepotało
Me schwytane serce fruwające
I jak motyl z rąk się wymykało.
Czarne cętki, zielone obwódki,
Wycinanki, jaskółcze ogony,
Purpurowe i pomarańczowe
Gąsienice w puszce, szpilki, trutki,
Myśli jasne – wody kolorowe –
Pył roztarty – eteryczne zgony!
O, chaosie! O, barwne miliony!
Śnie najdroższy i tak bardzo krótki!
Gdy mnie ciemne wino otumani,
Gdy upiorna księżna ocygani
Srebrnym sierpem na sierpniowym niebie,
Wyjdę wtedy na łąkę cichaczem
I przywołam was dziecięcym płaczem
Do siebie.
Przyfruniecie, opadniecie w bezsile,
Trupie główki, ostatnie motyle…

(Motyle – J.Tuwim)

I na lirycznie:

Dotknęłam pana jak motyl egretą
Przepraszam
to było niechcący
Pan jest jak czarny irys smukły i gorący
Zapomniałam
że jestem kobietą

(Motyl – M. Pawlikowska-Jasnorzewska)

Jednym z moich ulubionych wierszy o motylach jest natomiast ten niezwykle uroczy utwór autorstwa pani Wandy Chotomskiej:

Jednemu panu na skwerku
motyl siadł na gazecie.
A pan powiedział ponuro
I po co to żyje na świecie?
Ani to z pierza, ani z mięsa,
z kwiatka na kwiatek się wałęsa,
na kotlet to się nie nadaje,

nie znosi tak jak kura jajek,
choćbyś i w ulu go zamykał,
nie da ci miodu do piernika,
nie daje mleka tak jak krowy
i jakiś taki – za kolorowy…
A dwaj poeci, patrząc
jak motyl skrzydła rozchyla,

I bardzo cichutkim szeptem
szepnęli do motyla:

Gdyby nie było motyli,
my byśmy cię wymyślili.
I chronili przed tym panem,
chronili!
(Motyl)

Mnie fascynują wszystkie motyle, także te nocne, o których B. Leśmian powiedział, że przychodzą nieustannie z tamtej strony ciszy…
Napomknę więc tylko, że słowo ćma pochodzi od praindoeuropejskiego pierwiastka tem(ə) ciemny i oddam głos poetce:

Ćmy srebrne, ślepe i ciche lecą w ogniste sidła,
nie widzą złotego ciernia, który się chwiejnie żarzy.
Lecz czemu ja wpadłam w ogień, czemu spaliłam skrzydła?
Widać mam oczy na skrzydłach, zamiast mieć je na twarzy…
Oczy na skrzydłach nie widzą, choć są otwarte szeroko.
Tęczowe oczy na skrzydłach nie wiedzą, gdzie lecieć trzeba.
I zawsze zmylą drogę. Bo na cóż skrzydłom oko?
Wpatrzy się ślepo w błysk świecy i myśli, że leci do nieba.
(Oczy na skrzydłach
– M. Pawlikowska-Jasnorzewska)

Ta pani nie jest wprawdzie srebrna, lecz staro-złota, ale równie zagubiona. A nazywa się Przezierka dziewannówka.

czczo

a kiedy pisać już nie umiem
i słów własnych zapominam
bo cudzych nie wypada
staję w tamtym oknie
i szukam różnic w czasobrazie

a kiedy mówić już nie umiem
i rys własnych nie dostrzegam
a nieswoje mi nie w smak
siadam w tamtym progu
i liczę punkty w światodruku

a kiedy myśleć już nie umiem
i gam własnych nie wygrywam
a obcych nie mam po co
kładę się u kresu
i zbieram siły po niebyciu

Kiedy dzieci się nudzą. Mexicana…

Pani Aura postanowiła nas dziś odrobinę dopieścić pożądanym chłodkiem.
Między pasemkami deszczu przemyka od czasu do czasu obiecujący błysk, uznałam więc, że warto się dopasować i pokazać kolejną porcję świecidełek.
Początkiem raczej nie zaskoczę, ale od czegoś trzeba zacząć…

Arkusz zagruntowanego płótna malarskiego, barwnik do tkanin i szable w dłoń:

A po nocy przychodzi dzień, a po burzy… czas suszenia:

Pomysł w rozsypce:

Po dość żmudnym ale przyjemnym machaniu igłą…

Czokerek [jak zwał – tak zwał] lub kolijka:

W zbliżeniu wygląda tak:

Kolczyki:

Bransoletka:

I w komplecie:


…mexicana…
Wszystkie pary upija jak rum.
To melodia księżycowa.
W rytmie rumby tej można całować.