Z piątku na niedzielę. Bajka.

To…

…krótki utwór z morałem…
…często wierszowany…
…oparty na alegorii…

Pies szczekał na złodzieja, całą noc się trudził,
obili go nazajutrz, że pana obudził.
Spał smaczno drugiej nocy, złodzieja nie czekał;
ten dom skradł; psa obili za to, że nie szczekał.

Pan i pies Ignacego Krasickiego…

Ułomność

Był odludkiem z wyboru. Zupełnie nie przeszkadzał mu brak towarzystwa. Po prostu lubił być sam. I ta jego ułomność nie miała tu nic do rzeczy. Tym bardziej, że nie rzucała się w oczy aż tak. Wystarczyło, że włożył luźniejszą bluzę i wypukłości na plecach prawie nie było widać.
Nie miał pojęcia, czemu właśnie dziś zgodził się pójść z chłopakami – przecież już kilkakrotnie proponowali mu wspólny wypad i zawsze odmawiał…
Postanowił nie zaprzątać sobie głowy dziwną decyzją. Na dachu wieżowca było całkiem fajnie – widać, że chłopaki bywali tu nie raz: ten stary materac, stolik zrobiony ze skrzynki po jabłkach, dwa szkolne krzesełka…
Rozejrzał się z ciekawością i postawił na skrzynce parę puszek piwa. Właściwie nie musiał nic kupować, ale głupio było przyjść z gębą na pączki. Wiedział przecież, że nie spotykają się tu, żeby odmawiać zdrowaśki. Ale też nie – żeby jakieś straszne pijaństwa uskuteczniali. Co to, to – nie. Po prostu wypijali po piwku czy dwóch, pogadali, pośmieli się i „na dziennik” grzecznie rozchodzili się do domów. Żadnych krzyków, żadnego chamstwa, żadnych rozrób. Miejsce miało klimacik i szkoda byłoby je stracić.
Otworzył piwo i przysiadł na jednym z krzesełek. Pod wieczór upał zelżał i zrobiło się całkiem przyjemnie.
Gadali w zasadzie o niczym. Też powiedział jedno albo dwa zdania, chociaż zdecydowanie wolał słuchać. Przymusu do gadania nie było – rozumieli, że nie każdy musi być duszą towarzystwa…
Upił łyk piwa i zapatrzył się na powoli rozbłyskujące w dole miasto. Wyglądało, jak wielka pulsująca mapa.
Po jakimś czasie zostali na dachu we dwóch. Gadali chwilę. I nagle opanowała go dziwna myśl.
Podniósł się ze swojego miejsca i zbliżył do krawędzi. Zerknął w dół. Potem przykucnął i usiadł, spuszczając nogi. Ściągnął koszulkę i poczuł chłód wieczora. Pociągnął jeszcze łyk piwa i odstawił pustą puszkę. Pochylił się do przodu i runął w dół.
Nie bał się. Po prostu czekał na nieuniknione…
Tuż nad ziemią usłyszał dziwny dźwięk. Coś, jakby rozdzieranie ortalionowej płachty. Dopiero wtedy przestraszył się i odruchowo podkurczył nogi. Zaraz jednak instynkt nakazał mu uspokoić oddech i złapać równowagę. Zrobił to i nagle zrozumiał, że nad jego głową rozpostarły się błoniaste skrzydła. Załopotał nimi. Najpierw niepewnie, bez wprawy, by po chwili poczuć jakimś tajemnym zmysłem podtrzymujący go, przyjazny powietrzny prąd. Odruchowo rozłożył ramiona. Skrzydła napięły się, wybrzuszyły. Spojrzał w górę i nieoczekiwanie zaczął wzbijać się w przestworza. Zachłysnął się. Zakręciło mu się w głowie. Po chwili zrobił gwałtowny zwrot i odetchnął, znacząc drogę wydobywającymi się z ust, ognistymi bańkami, które rozpękały się, pryskając deszczem złotych iskier…

krok siódmy

od nieznajomego
dostałam naręcze bzu
przewiązane uśmiechem
niezwykle bystrych oczu
nie skrył daszek studni
każdego wieczora
wyglądam pani z okna
gdy się pani nie zjawia
tęsknię głupio oznajmił
resztę zagłuszył warkot
siedzę w kuchni
patrzę na bez i żałuję
tamtej leśnej przecinki
usłanej rdzawo igliwiem
którą już nigdy nie pójdę

Pióro

To pióro nie jest bardzo stare. Nie jest też szczególnie piękne. Ani nawet – oryginalne.
Ale z pewnych względów jest warte więcej niż wszystkie pozostałe pióra świata…

A tę opowieść można by zacząć tak:

Była sobie dziewczynka, która bardzo kochała swoją mamę i na Dzień Matki chciała jej podarować coś najpiękniejszego na świecie.
Napisała wiersz, lecz tak bardzo wstydziła się do tego przyznać, że jej go nigdy nie dała.
Ale tak to już jest, że mamy zawsze wszystko wiedzą…
I mama dziewczynki – też wiedziała…
W ostatnich dniach maja, po krótkim pobycie w domu, dziewczynka musiała wracać do szkoły. A uczyła się wtedy w innym mieście.
Przy pożegnaniu – jak zwykle – podeszła do mamy, by jeszcze raz pocałować ją na do widzenia. I wtedy mama przytuliła ją mocno, mocno. A potem bardzo wolno uniosła rękę, sięgnęła pod pled i podała dziewczynce podłużne pudełeczko.
– To na Dzień Dziecka, córeńko… – powiedziała cicho.
Dziewczynka otworzyła pokryte granatowym aksamitem etui i wyjęła z niego pióro…
Było czarne, błyszczące i miało złotą skuwkę…
Spojrzała na mamę, a ta uśmiechnęła się i zapadła w sen.
Dziewczynka wyjechała, zabierając ze sobą prezent.
Następnego dnia przyjechał po nią Tata.
Nie musiał nic mówić.
Pogrzeb mamy odbył się pierwszego czerwca…
Pióro długo leżało w szufladzie. Nieużywane… Wyjmowane, oglądane i ukradkiem głaskane…

Dziewczynka jest dziś dorosła.
Ilekroć sięgnie po sfatygowane już nieco pióro, tylekroć zalewa ją fala ciepła.
Uwielbia pochylać się nad kajetem i nizać swoje drobne literki…
I, podobno, gdy bierze to pióro do ręki, zawsze się przy tym uśmiecha…

niebajka

zakwitły sikorki na kalinie
zapachniało chabrowym kwieciem
niebiesko pogubił się dzień
znienacka
kilka godzin wypadło później
odnalazły się na dnie koszyka
wśród źdźbeł skruszonych
nagle
gwizd pociągu odbił się w kroplach
splątanych makramowym skrętem
chwil nikt nie policzył
mimochodem
wyplecione z polimerowej rzeczywistości
prostokąty wspomnień
zapełniły puste miejsca w mandali

Z piątku na niedzielę. Panna Julia.

– Wie pani, że jest pani dziwna?
– Być może! Ale pan także! Zresztą wszystko jest dziwne! Życie, ludzie, wszystko jest jak brudna piana, która unosi się na powierzchni wody, dopóki nie utonie!


Do czego może doprowadzić samotność, rozczarowanie, poczucie alienacji…
Jaką władzę ma kobieta nad mężczyzną. Kobieta piękna. Niedostępna. Z innego świata.
Czym góruje mężczyzna nad kobietą bez majątku, bez praw, bez silnego oparcia w innym mężczyźnie…
Czy możliwa jest miłość między dwojgiem całkowicie różniących się ludzi…
A pożądanie… czy może istnieć namiętność między zupełnie innymi osobowościami…
Okrucieństwo. Wzajemna manipulacja. Oderwanie się od korzeni.

Jednoaktowy dramat Artura Strindberga to gra między trojgiem uwikłanych we wzajemne zależności bohaterów. Gra nerwów. Gra uczuć. Gra pozorów.
Z powodu specyficznej sytuacji niemożliwe staje się faktem. Dokonuje się i uruchamia lawinę…

Panna Julia (ze świetnymi kreacjami Colina Farrella i obu pań – Samanthy Morton i Jessiki Chastian) wyreżyserowana w 2014 roku przez muzę Ingmara Bergmana – Liv Ullmann – niczym nie ustępuje tej z 1951…