o trzeciej

na zaśniedziałym ekranie próśb
projekcja srebrzysta
tylko chaos
tykanie zegara
wokół cisza senna kolebiąca
modlitwa zgubiona
w martwocie powszedniej strawy

w seledynową politurę warg
niepamięć wtopiona
jeszcze galop
dzwonek pozytywki
obok światło blade beznamiętne
zaklęcie nieważne
zmięte w papierową kulkę

za pomarańczową witryną snów
dysonans błękitny
czasem tętent
szczypanie powietrza
ponad lepkość miałka telluryczna
misterium usłane
z babiego lata

krok w deszcz

od wczoraj pada no i cóż
niebo zakatarzone nieco
zamiast błękitu blady róż
a słońca szukać choć ze świecą

i na mnie krople dwie lub trzy
spadły rozochocone trochę
czoło zmoczyły rzęsy brwi
i razem z burzą przeszły bokiem

a ta ostatnia kap na nos
jakby sprawdzała czy to lubię
jakby czekała aż o włos
spod parasola nos wyściubię