tamtego lata

tamtego lata byłam stara
posiadłam mądrość pergaminów
i doświadczenie miejskich studni
dusze kamieniom przepatrzyłam
zajrzałam w oczy sykomorom
przesiąkłam cykatową wonią
tańczyłam boso przy fontannie
a mahoniowe ciała mężczyzn
zroszone żarem słońc kwarcowych
pachniały rozkruszonym piżmem
młodością lepką grzechotały
bransolet zagmatwały pląsy
oddechy parowały ochrą
zerknięcia niby iskier snopy
pryskały za dotknięciem powiek
ukołysana dobrotliwie
śniłam turkusy i purpury
jadeitowe pajęczyny
goryczy czarę roztrzaskałam
raczyłam się żywicznym winem
by schronić się w ramionach życia
tamtego lata byłam stara

bezdroża myśli

w obronnym odruchu
wykwitł uśmiech
nikt nie spodziewał się
uśmiechu

smutek zmrożony głęboko
wpadł do drinka
tłocząc na ściankach
perforację z wódki

w godzinach szczytu
komin stężał
tłustą smugą rozsadzał
skronie

przepastne spojrzenie
pochłonęło wszystko
od zet do a jak
alfabetyczny spis liczb